O autorze
Wszędzie chce być i wszystko zobaczyć, każdego wysłuchać, porozmawiać na każdy temat. Po podróżach i wojażach znowu nadaje z ukochanej Warszawy.

Dramat w knajpie. Sylwestrowi łowcy kontra meble

Wyruszyli w miasto w konkretnym celu - złowić. By była zabawa trzeba zdobyć i podbić. - Otoczyli nas na parkiecie i obserwowali, potem atakowali wybrane ofiary - opowiadała jedna z nagabywanych bywalczyń Pani Kanapa Palarniana. Jak wyglądało starcie pomiędzy łowcami nocy a meblami lokalnej knajpy? Relacja poniżej.

Samice przypuściły atak po północy. Po przegrupowaniu osadziły się pod didżejką w celu wabienia ewentualnych ofiar i zajęły strategiczne pozycje przy barze. Według świadków tak charakteryzowały się te jednostki: obcisłe stroje uwydatniające kości, agresywne barwy wojenne podkreślające komponenty twarzy (czarne, magnetyczne oczy, czerwone usta-wabik), obszerne i nastroszone czupryny. Większość była uzbrojona w ostre pazury, igły przy butach i małe kwadratowe pudełka (prawdopodobnie do rzucania). Polujące szybko i sprawnie przeprowadziły operacje abordażowe i udały się na dalszy żer. Nie jest niespodzianką, że najskuteczniejsze okazały się strategie: "Pachnę przy barze", "Tańcząca mumia pod didżejką" oraz "Za ognia, płonę jasno jak pochodnia (tylko dla palaczy)".

Grupą mniej zorganizowaną w działaniu okazali się samce. Różnili się wonią, wyglądem i strategią ataku. Napływali falami, przemieszczając się stadami. Tradycyjnie pierwszeństwo mieli bardziej doświadczeni i wytrawni wojownicy. Wraz z upływem czasu i alkoholu na polu bitwy pozostawały coraz bardziej napastliwe i coraz mniej komunikatywne jednostki. Ich najagresywniejszy atak nastąpił po godz. 4, kiedy to skurczyła się ilość obecnych na sali samic. Rozjuszona grupa skupiła się w okolicach parkietu - większość silnie wspomagana przez psychoaktywną substancję znaną szerzej jako alkohol.

To właśnie wtedy ich uwaga skupiła się na mniej oznakowanych lokalsach. Tej nocy była to klientela skomponowana z mebli, zblazowanych ciem barowych oraz ich przyjaciół, którzy raczej często nie wychodzą/tutaj nie przychodzą. Zastana aranżacja miejsca była zgoła nieweekendowa, coś w stylu - bar w poniedziałek wieczorem plus catering. Przebywała tam zatem szeroko rozbudowana grupa społeczna złożona w głównej mierze z muzyków, wegetarian, wydziaranych i kryptoanarchistów.

Niestety słowa nie opiszą wszystkiego, co wydarzyło się tam tej sylwestrowej nocy. Wiedzcie jednak, że wszelkie zachowania społeczne poza granicami normy, klasycznie opanowywane były przez nieocenione wykidajła i czujne menadżerskie oczy. Nie będziemy się zatem nad tymi niechlubnymi incydentami tutaj rozwodzić.

Dla niepoznaki i podsycenia napięcia nadmienię też, że bar odwiedził Milczący Celebryta, który jak zwykle zakotwiczył się przy barze oraz nie poddająca się rytmowi życia zwykłych ludzi grupa Późnonocnych Aktorów.

Trzeba również przyznać, że wielu łowców wychodziło z baru z radosnym uśmiechem na twarzy, a tuż za nimi podążali opici i wyskakani lokalsi. Wiem też, że wiele osób znalazło tej nocy - chociaż na minutkę - swoją drugą połówkę, a w powietrzu wirowało wiele miłych słów i gestów. Ponoć ludzie nawet wspólnie śpiewali i do ósmej rano nie zeszli z parkietu.

Dlatego dramat, który rozegrał się tam późną nocą, odbył się w absolutnym kontraście do powszechnie panującej w knajpie atmosfery. Całą sytuację opisał dla nas ludowy rymownik kiblowy:

"Meblowe panienki oraz ich zacne wdzięki, rączo tańcowały, a biusty falowały. Napity desperat na radarze rozpaczy, żonę idealną między nimi zobaczył. Zaprezentowałby się tu jej prędko cały, tylko od kieliszka ręce nisko dyndały. Co zrobić zatem - powiedz miły, drogi świecie, kiedy ten zakochany w kobiecie?

"Ależ proszę pana - przecież to prosta sprawa, podejść bliżej - cap za tyłek - jest zabawa. Ona winna być z tego zadowolona, przecież tu komplementem wielce doceniona. Łasi się taka i po tym parkiecie skacze. Hej panowie - na co Wy tu tak wciąż czekacie? Łapcie póki jeszcze roztańczone wirują, gdy obroty skończą może i pocałują."

Wskoczył więc w tłum amant, do lubej startuje, a ta wcale z tym dobrze się nie czuje. Nagle wszystkie panienki, wcześniej roztańczone, murem stanęły nieprzyjaźnie skrzywione. Jak to tak? To nie ma, co czasu tu marnować - w ramiona lepszej kobiety losie prowadź. On je za to, wstrętne glizdy, teraz ukarze - zostawi same na parkiecie w złym barze.

A dziewczęta? Dalej w tany, byle stadnie - przestrzegają parkietowych zasad dokładnie. Na pewno nie spojrzą w oczy już nikomu, bo wtem taki pijak będzie się pchał do domu. Do baru grupowo po nowego drinka, na twarzy przyklejona zblazowana minka. Ziomale, koledzy oznaczeni wyraźnie, na zawołanie gotowi bronić doraźnie.

Obcemu pijaczynie odmawiamy grzecznie, bo się łatwo obrażają i niebezpiecznie.
Tylko nieosobiste wymówki znajdować, by w spokoju na nowy rok pobalować."
Trwa ładowanie komentarzy...